
Nie jestem ekspertem gry na gitarze basowej, jestem po prostu…. użytkownikiem : )
Nie czuję się na siłach, żeby fachowo omawiać różnice występujące między „shortscale” (30„)
a pełnowymiarowymi (34„) gitarami.
Natomiast , chciałbym nakreślić kilka słów o swoich upodobaniach, które oczywiście bywają odmienne
od innych upodobań : )
Mój pierwszy bas to był Ibanez Talman TMB30BK – prostota, uniwersalność, przystępna cena jak również jakość gwarantowana przez producenta.

Po upływie dwóch lat użytkowania i przede wszystkim zadowolenia ze sprzętu, zdecydowałem się poszukać czegoś innego o bardziej soczystym brzmieniu. Wtedy zacząłem również testować basy (nazwijmy to) pełnowymiarowe oraz 5-strunowe . Wniosek był taki, że kolejny to musi jednak być shortscale. Dlaczego – wygoda i przede wszystkim dopasowanie do gry. Nie jestem pewien, czy siła przyzwyczajenia wpłynęła na to iż, krótszy gryf stał się tym ulubionym.
Wybór padł na Vintage VS4, który przypasował mi jeszcze bardziej. Dopasowałem sobie kilka presetów, które zapewniały alternatywy takie jak, wzmocnienie bluesowego charakteru lub klimaty charakterystyczne dla cold wave.

Jak to się mówi – do trzech razy sztuka : )
Mój obecny shortscale to Gibson SG Bass Faded Worn Ebony z 2012.
Konfiguracja gitary została, przez poprzedniego właściciela dość poważnie zmieniona:
- inny neck pickup – DiMarzio model One
- inny mostek – Hipshot SuperTone
- custom Italian pickguard – którego stalowa barwa jest naprawdę bardzo oryginalna
Gitara jest modelem „wyścigowym” na pierwszy rzut oka bardzo podobnym do VS4, natomiast… węższy gryf, mniejszy ciężar, inne dopasowanie strun, to wszystko definiuje różnice i przekłada się na jakość muzykowania.

Za każdym razem, kiedy kupowałem gitarę basową, mówiłem , że to jest mój ostateczny wybór,
no tak…. : )
Niemniej jednak, obecnie przestałem szukać i chyba jednak tak już zostanie : )
W tym miejscu chciałbym wyrazić podziękowanie dla wszystkich osób, które „mimowolnie” stały się sponsorami Gibsona
SERDECZNIE DZIĘKUJĘ !!!