AI postrzegam z perspektywy inżynierskiej (engineering perspective), gdyż wykorzystuję to narzędzie do określonych celów, których efekt końcowy jest namacalny/widoczny.

Ponadto taka perspektywa, umożliwia określenie pewnego rodzaju granicy między ludzkimi/moimi możliwościami,
a kompetencjami posiadanymi przez AI. Jest to również pewnego rodzaju kalkulacja realizacji procesu, która pomaga ocenić: ile rzeczy jestem w stanie sam zrobić, a w ilu potrzebuje wsparcia (na różnym poziomie) w kontekście czasu realizacji.

Są rzeczy:

  • które mogę wykonać natychmiast;
  • których wykonanie zabierze mi trochę czasu;
  • których wykonanie zabierze mi znaczącą ilość czasu;
  • których mógłbym się nauczyć „od zera” poświęcając bardzo dużo czasu;
  • których nie potrafię samodzielnie wykonać.

Czynnik czasu jest w tym przypadku wartością względną: czy trochę, to znaczy godzina, a może kilka dni ? Czy dużo, to miesiąc, a może rok ?
Trudno jest ustalić jednoznaczną miarę, która pasowałaby do wszystkich osób. Jest to wręcz bardzo mało prawdopodobne (specjalnie nie używam słowa „niemożliwe”, gdyż już parokrotnie przekonałem się osobiście, że „niemożliwe” może się okazać bardzo „możliwe”).
Przyjmując tak skonstruowany podział, można dość łatwo dopasować do niego wykorzystanie narzędzia, którym jest AI.

W czasie kilkumiesięcznej współpracy z Chatem GPT wypracowałem sobie schemat, który z jednej strony pozwala mi rozwijać swoje możliwości, a z drugiej przekazuje AI kompetencje, których nie posiadam, aby w ten sposób zapewnić dość sprawną realizację zadań.
Dlaczego „dość sprawną”, jak się okazuje, nawet przy wsparciu tak zaawansowanego narzędzia, czynnik ludzki nadal generuje opóźnienia związane z poszukiwaniem najbardziej właściwego rozwiązania. Aczkolwiek z drugiej strony, poszukiwanie dokładnie na tym polega, żeby coś znaleźć należy poświęcić nieco więcej czasu – przy okazji zdefiniowałem pewnego rodzaju „Paradoks rozwoju” (pozostaje tylko opracować uzasadnienie matematyczne : )

Tyle tytułem wstępu, ad rem.

Zaszczepiony ideą, postanowiłem opracować pewnego rodzaju wizualizację do muzyki, a konkretnie do albumu „News From The Greylands”, który m przeciwieństwie do „Blues From The Couch”jest luźnym zbiorem piosenek, „News…” posiada określone znamiona albumu koncepcyjnego, który opowiada pewną historię. Zresztą taki był zamysł od początku, żeby nadać spójność i chronologiczność wydarzeń opisywanych w poszczególnych utworach. Natomiast , po jego ukończeniu zauważyłem kilka luk, które wymagają pewnego rodzaju uzasadnienia i właśnie dlatego najlepszym sposobem wydało mi się opracowanie wizualizacji, która nadałaby właściwy sens całemu albumowi „News from The Greylands”.

W sytuacji, w której kręcenie teledysków do poszczególnych utworów kompletnie nie wchodziło w grę, zdecydowałem się na stworzenie zestawu ilustracji. I tu właśnie narzędzie AI okazało się niesamowicie przydatne. Nie posiadam zdolności plastycznych, kiedy próbuję narysować psa, to czasami wychodzi koń : )) W każdym razie wykonanie ilustracji było całkowicie poza moimi możliwościami.

Zaczęło się tak całkiem zwyczajnie:

  • Czat, narysuj obraz samochodu jadącego w nocy, w czasie deszczu –

I Czat oczywiście wygenerował obraz, całkiem zgrabny, w zasadzie nie mogłem się do niczego doczepić. Wtedy pojawiło się u mnie pytanie – jak bardzo chcę przekazać kontrolę nad realizacją pomysłów.
Wymagało to ode mnie dłuższego zastanowienia… wtedy właśnie zdefiniowałem przedstawiony na samym początku podział i zacząłem działać bardziej metodycznie.
Definiowałem szczegółowe opisy ilustracji, które „zderzałem” z komentarzami AI na zasadzie dialogu – takiej wymiany poglądów. Przedmiotem dyskusji było wszystko, począwszy od koloru, nastroju, pory dnia, rozmieszczeniu przedmiotów, na drobnych szczególikach i napisach kończąc.

Stworzenie 13 ilustracji zajęło trzy tygodnie. Czy to dużo ? No właśnie : ))
Dlaczego ilustracje, a nie powiedzmy teledysk wygenerowany przez AI (to przecież rozwiązanie, które staje się dość powszechne w użyciu i przynosi całkiem interesujące efekty) ?
Funkcjonuje u mnie taka mała fascynacja (nieruchomymi) obrazami. To jak wizyta w galerii sztuki – można skupić się czy też nawet napawać się znajdowaniem szczegółów, które tak na pierwszy rzut oka są niedostrzegalne.

Następnym krokiem było ożywienie ilustracji poprzez użycie określonych efektów wideo, generujących zmianę przestrzeni oraz grę światła/świateł.
Dodanie efektów świetlnych czy zniekształceń obrazu jest poniekąd pewnego rodzaju wskazówką na co warto zwrócić uwagę, czy też po prostu taką delikatną dynamiką, pozwalającą wytrwać do końca piosenki.
Czat od razu zaoferował swoją pomoc, przedstawiając opisy konkretnych rozwiązań. Nie wiem do końca dlaczego, niemniej jednak zdecydowałem się ten etap zrealizować samodzielnie (może powróciło pytanie o poziom kontroli ? ) w oparciu o darmową wersję programu VSDC Free Video Editor.
Trwało to kolejny miesiąc, a polegało na poznaniu interfejsu a dalej możliwości programu.

A w międzyczasie…. doskonaliłem brzmienie muzyczne utworów, czyli mix & mastering, wyszukując niedoskonałości, eliminując zakłócenia, generalnie pracując nad lepszą jakością nagranej muzyki.

I tak po trzech miesiącach intensywnej pracy, mogę z zadowoleniem zaprezentować efekt końcowy. Jak to zwykle bywa, mógłbym jeszcze coś poprawić, pewne, nazwijmy to niewielkie niedoskonałości zostały już zauważone, ale , jak mnie ktoś nauczył „Done is better than Perfect”

A co w planach – pewnie skupię się na „Blues From The Couch”, ale już bardziej jako osobne wizualizacje poszczególnych utworów.

A dalej…. C.D.N.

Zapraszam do dłuższego zerknięcia, najlepiej wieczorem, kiedy większość spraw można odłożyć na bok. Pewnie za jednym razem się uda i bardzo dobrze – kilka wieczorów również brzmi nieźle : )

T